Wesele.. Warto z niego mieć pamiątkę do końca życia w postaci zdjęć czy filmu. Jednak przy wyborze fotografa i kamerzysty warto się zastanowić. Nie zawsze to co 'firma' to najlepsze. Historia wyglądała mniej-więcej tak:
Umowa
Na początku wszystko pięknie, umowa podpisana (na kamerę). Pytamy o fotografa - 'fotograf gratis'... Cena niby przyzwoita - 1300zł (za kamerę, przypominam, fotograf gratis). Kamerzysta mówił, że nagrywa w full-hd, a gotowy materiał dostarcza na płycie blu-ray. Niestety umowa była bardzo ogólna, nie obejmowała takich szczegółów.
Co do zdjęć, to Młodzi, jako że mają pojęcie i o fotografii i o komputerach zdecydowali się na płytę ze zdjęciami. Kamerun zapewniał "
ale dostaniecie zdjęcia w formacie RAW i co z nimi zrobicie?". Otrzymał szybką odpowiedź "
wywołamy je w odpowiednim programie i przekonwertujemy do jpg". Zaskoczony był, to trzeba przyznać. Ale zaraz zaczął swoje "
ale wy tak tego nie zrobicie jak ja, ja wiem jak wywołać dobrze zdjęcie" i tym podobne cuda wianki... Ale ostatecznie kamerun zgodził się. Za taką płytkę zażyczył sobie 400-500zł (nie mógł się sprecyzować). Pomijam namawianie do zakupu fotoksiążki za jedyne 700zł (wartość rynkowa 100zł).
Wesele
Dzień wesela. Pojawia się 'kamerun' z panią fotograf.. Jak się okazało - 'wypożyczoną'. Sprzęt raczej ok, jasne szkła w Nikonie D700 (+D300 jako zapasowy), do tego kamera Canon Full-HD (nie wiem jaki model, nie znam się na kamerach). W czasie całego dnia nie zwracaliśmy uwagi na to co robią nasi kameruni - mają swoją robotę i tyle...
Ponad miesiąc później- czas na wybranie zdjęć do albumu
Tak.. wybór zdjęć do albumu, bo kamerun uznał, że żeby dostać płytę, to trzeba kupić u nich zdjęcia - wbrew wcześniejszym ustaleniom. Mało tego - "
zazwyczaj dajemy płytkę jak ktoś kupi zdjęcia".. Zazwyczaj? A od czego zależy to 'zazwyczaj'. Odpowiedź prosta - '
od tego, ile się zamówi zdjęć'... Jednak kamerun nie był w stanie powiedzieć jaką liczbę trzeba przekroczyć... Szkoda, że nie było tego w umowie, że ma być płytka ze zdjęciami w ustalonej cenie... Ale co tu dużo mówić, skoro nawet 'darmowego' fotografa w umowie nie było.
Tak więc przyszedł czas na wybranie zdjęć do albumu. Jako, że Pan Młody nie mógł z pewnych względów jechać, pojechała Pani Młoda ze swoją siostrą. Jednak Pani Młoda stwierdziła, że wybierze zdjęcia do kwoty w okolicach ceny, w jakiej miała być płytka. Przy wyborze zdjęć pomagała żona kameruna, jako, że kamerun był na kolejnym weselu.
Żeby ustalić ilość zdjęć, trzeba poznać ich cenę... I tak Pani Młoda pyta o cenę i słyszy "
nooo, cena... a z tych zdjęć? To czy to?". Ciekawa odpowiedź. W końcu udało się ustalić cenę - 4 złote/zdjęcie. Wybrała ok 150 zdjęć. Prosta matematyka - ok 600zł. I chciała tą cenę potwierdzić. A wtedy żona kameruna 'ale nie, bo zdjęcia z pleneru są droższe'. I znowu ustalenie ceny bardzo trudne. Okazało się, że jedno zdjęcie z pleneru to 13zł!
Ale co zrobić, teraz już nie powie 'to tych nie biorę'... I tym sposobem zdjęcia wyszły 900zł.
Cena ceną. Ok, niech będzie. Ale na pytanie "
dlaczego nie ma żadnych zdjęć z sali" (nie licząc 2 zdjęć z pierwszego tańca, kilku z oczepin i trzech z tortem weselnym) oczywiście brak odpowiedzi. Wygląda na to, że wypożyczona Pani fotograf myślała, że jest osobą towarzyszącą na weselu a nie w pracy...(No dobrze, na jej usprawiedliwienie powiem, że obsługiwała drugą kamerę, ale pytanie: miały być dwie kamery czy kamera i fotograf?)
Jakiś czas później
W końcu są długo oczekiwane zdjęcia. A oczekiwanie było przedłużane, bo '
nie dotarły jeszcze albumy'. I tak przez tydzień, codziennie: "
jutro już będą"... No ale w końcu dotarły. Są i albumy i płyta ze zdjęciami ślubnymi. Oczywiście paragonu ani faktury nie uświadczysz - przecież bez umowy = na lewo = bez podatku i co tam jeszcze..
Album ładny, zdjęcia powkładane (nie koniecznie chronologicznie). Czas obejrzeć zdjęcia na płycie. Zamiast zapowiadanych RAWów, wszystkie zdjęcia już wywołane do jpeg. I tu trzeba dodać - bardzo przekolorowane, przez co wręcz zniszczone! Zdjęcia grupowe - twarze zielone, bo kamerun zapomniał o istnieniu podstawowych zasad robienia zdjęć przy mocnym słońcu. Twarze w półcieniach, a dokładając do tego podbicie nasycenia barw - wyszły zielone! Można już nawet wybaczyć to, że zdjęcia są sztucznie rozciągnięte do olbrzymich wymiarów (w stylu 6000x9000px), ale te twarze... Niestety, ale mówiąc wprost - DNO! Oczywiście na RAW'y nie ma co liczyć, bo już ich nasz kamerun nie posiada...
Film
Czego się można było spodziewać, w końcu umowa dotyczyła tylko filmowania, a fotografowanie gratis. Tak więc trzy i pół miesiąca później Para Młoda zadzwoniła do kameruna dowiedzieć się, kiedy będzie film. "
tak tak, już kończę, dzisiaj skończę pierwszą płytę, jutro drugą".. Tydzień później jeszcze raz dzwonią "
dzisiaj skończę pierwszą płytę...". MOMENT! Przecież pierwszą płytę kończył tydzień temu! Ale
'jeszcze poprawki'. Płyta w końcu jest. DVD? nie blu-ray? A bo kamerun zapomniał, a w umowie nie było no i nie nagrywał w full-hd. Pomijając ten 'drobny' szczegół, film nawet ok. Widać pracę dwóch kamer - szczególnie w ich ustawieniach - jedna mdłe kolory, druga przekolorowała wszystko. Ale jeśli chodzi o jakość filmu to całkiem ok.
Tak było na umowie!
W czołówce oczywiście przedstawienie Młodych.
Oj! Przecież nazwisko panieńskie Pani Młodej pisze się przez
f a nie przez
w! No tak. Popularne nazwisko, pisane zazwyczaj przez W. Ale 'zazwyczaj' to nie jest zawsze... Telefon do kameruna. "
Nazwisko jest na pewno dobrze! Tak było w umowie!". Ciekawe.. Młoda żona zawsze zaznacza, że jej nazwisko się inaczej pisze i wątpliwe, żeby po 20-kilku latach życia raz jej się przestawiło i źle napisała nazwisko. Szanowny Pan kamerun sprawdził w umowie. Faktycznie, przez
f."
Ale ja nie wiem czy mam jeszcze te materiały". Ok, całe szczęście okazało się, że ma, ale co by było, gdyby nie miał? "
Do końca tygodnia będzie zrobione". Trzy tygodnie później telefon, "już" gotowe. Ale jako, że Młodzi nie byli na miejscu i dopiero kilka dni później brat Młodej przejeżdżał przez tą miejscowość, to odebrał płytę. No i jeszcze bratu oberwało się, bo przecież '
ta płyta już tu długo leży, dlaczego nikt po nią wcześniej nie przyjechał'.
Wnioski
Podsumowując: mogę tego kameruna polecić, pod warunkiem, że nie spieszy Wam się na film z wesela (4 miesiące), nie przywiązujecie uwagi do jakości zdjęć (lub macie w rodzinie zielone ludki), nie interesuje Was cena (bo tą trudno zdobyć), nie chcecie na nic paragonu czy faktury oraz zamiast obiecanego blu-ray chcecie zwykłe DVD.
Kto to?
W małym opolskim miasteczku Ujazd znajduje się pewien sklepik prowadzony przez Pana Henryka z Kotulina. Jeśli lubicie takie atrakcje, to zapraszam do niego!